1280x720-GnrGoodnight Mommy, reż. Veronika Franz, Severin Fiala│ Czołowym austriackim twórcom tępi się ostatnio pazur prowokatora i umiejętność uprawiania krytycznego kina. Wpadają te ich refleksje do jednego kotła, krążą w kółko albo wciąż naświetlają świat z tej samej, najciemniejszej z możliwych, strony. Wątpliwości jednak nie ulega, że trudno będzie ich zastąpić bez pociągnięcia tego dzieła – co „Goodnight Mommy” Veroniki Franz i Severina Fiali gorliwie udowadnia.

Austria musi mieć jakiś problem z matkami. W „Pianistce” Michaela Haneke Erika potrafiła nazwać matkę szmatą i z wściekłości rzucić się na nią z pięściami po drodze wyrywając jej z głowy ostatnie kosmyki farbowanych włosów. U Thomasa Bernharda matki niechętnie dostarczały dzieci, żeby tuż po narodzinach usiąść bezczynnie i oczywiście zmarnować szczęście ludzkiego istnienia, którym właśnie obdarzyło ten świat. W końcu nikt ich nie oświecił jak uczynić swoje dziecko jednostką społecznie przydatną. Była jeszcze matka z „Raj: Nadzieja” Ulricha Seidla – ta co woli błądzić za własnymi przyjemnościami po egzotycznych plażach, utopione w obżarstwie i popkulturze dziecko pozostawiając na pastwę samotności na szaroburej kanapie w salonie.

„Goodnight Mommy” już w tytule posyła matce gorące pożegnanie, kładąc ją do snu – jak się wydaje – wiecznego, słodkim dziecięcym głosem śpiewając jej na odchodne. To w angielskich tytule. W oryginalnym tytule, Severin Fiala i Veronika Franz proponują zabawę w kotka i myszkę, choć, co wypada od razu powiedzieć, niezależnie od pierwszych skojarzeń, matce przypadł w tym filmie marny los. Czy zasłużenie? Twórcy nie śmią nawet tego sugerować, ale mając na uwadze, że matkę gra tu Susanne Wuest można stworzyć pewną teorię. Może matka Eliasa i Lukasa ma taką samą przeszłość jak Sonja, grana przez Wuest w „Antares” Götza Spielmanna? Może urodziła chłopców w desperacji, żeby zatrzymać przy sobie mężczyznę? Może nigdy ich nie chciała, bo zawsze wolała siebie, przedkładając własne dobro nad potrzeby opieki nad bliźniakami?

Patrząc na matkę w „Goodnight Mommy” trudno nie ulec wrażeniu, że oglądamy egoistkę. Sterczy ta kobieta cały czas przed lustrem i się sobie przygląda, co, biorąc pod uwagę, że całą jej twarz przykrywają bandaże, wygląda dosyć absurdalnie. Nie wiadomo czy jej stan to efekt wypadku czy operacji plastycznej, ale ten zabandażowany duch w smętnej nocnej koszuli nie budzi w dzieciach ani trochę zaufania. Nie poznają w nim własnej matki. Pytają, proszą o dowody, kobieta jednak nie reaguje. Trzyma ich na dystans. Trzeba więc wziąć sprawy we własne ręce. Początkowo delikatnie: Elias i Lukas podglądają matkę, skradają się do jej pokoju, przeglądają rzeczy, przeszukują zdjęcia, prowokują ją do zdradzenia prawdziwej tożsamości – nic nie pomaga. A nawet wzmaga to sprzeciw ze strony kobiety, która odpłaca im pięknym za nadobne i zaczyna poddawać chłopców dyskretnym torturom.

Jeśli kilka lat temu światem kina szarpnęły obrazy z „Białej wstążki” Michaela Haneke, przekonując, że torturowanie dzieci koniec końców obraca się przeciwko dorosłym, Franz i Fiala skwapliwie podchwytują tę myśl. W „Goodnight Mommy” serwują cały wachlarz scen, których pewnie nawet Haneke nie byłby w stanie sobie wyobrazić. Skłaniają się ku eskalacji konfliktu między matką i dziećmi – zaskakująco pomysłowymi jeśli chodzi o wymyślanie kolejnych tortur i nadspodziewanie niewinnymi w wyobrażaniu sobie ich konsekwencji. Jednak gdy twórca „Białej wstążki” szedł w stronę szerokiej refleksji drobnymi zbrodniami tłumacząc ogromną tragedię ludzkości, Fiala i Franz rozluźniają więzy i skrywają się za dobrodziejstwem kina gatunkowego. Odwołują się zarówno do horroru, jak i do kina zemsty, wymierzając swój film sprawiedliwie przeciwko obu stronom barykady. Winę rozdzielają o równo między matkę i dzieci, żonglują jedynie naszą wobec nich sympatią. Co prawda na rzecz tego rozwiązania – jak i ostatecznego przygaszenia ponurej wizji snutej przez cały film – kręcą fabułę o jedną scenę za długą, mimo to pozostawiają przeświadczenie o istnieniu w narodzie austriackim złej siły. Siły drzemiącej w piwnicy, albo w sąsiedztwie, niezbyt daleko, gdzieś na wyciągnięcie ręki. Czy wychylają się tym spostrzeżeniem poza refleksje swoich poprzedników? Niekoniecznie. Mają jednak własny patent na pytanie o granicę rzeczywistości i fantazji, dwoistość ludzkiej natury i manipulowanie uprzedzeniami widza.■

Urszula Lipińska


Goodnight Mommy / Ich seh Ich seh │ Director: Veronika Franz, Severin Fiala │ Screenplay: Veronika Franz, Severin Fiala │ Camera: Martin Gschlacht │ Editing: Michael Palm │ Music: Olga Neuwirth │ Cast: Susanne Wuest, Elias Schwarz, Lukas Schwarz │ Producer: Ulrich Seidl, Louis Oellerer │ Production Company: Ulrich Seidl Film Produktion GmbH │ Country: Austria │ Year: 2014 │ Running Time: 100 min. │ International Sales: Films Distribution │ Festival: Tallinn Black Nights FF 2014 │


Written by redakcja