King of the Belgians, dir. Peter Brosens, Jessica Woodworth│Po latach pracy jako korespondent wojenny i dekadzie leczenia się z traumy, Duncan dostaje zadanie specjalne. Ma nakręcić dokument o belgijskim królu. Przedstawiający monarchię we „właściwym” świetle, pozytywny, promujący godny i odpowiednio dostojny wizerunek władzy. Wszystko odbywa się pod kontrolą specjalistów od PR-u, rzeczniczki prasowej króla i jego świty. Ta pilnuje, aby nic, co nie zapisane w scenariuszu nie pojawiło się na ekranie. I grymasi: że taki wielki król a Duncan przybywa do niego z taką małą kamerą. Takie poważne zadanie, a filmowiec jest sam, bez ekipy, oświetleniowców, dźwiękowców, operatorów…

Plany, planami, a już początek prac nad filmem dostarcza wydarzeń nieprzewidzianych w żadnym scenariuszu. Wallonia deklaruje niepodległość i powoduje rozpad Belgii. Wszystko dzieje się, gdy król przebywa poza granicami ojczyzny. Nagły zwrot akcji serwuje więc nie lada wyzwanie: cała świta musi wrócić z okolic Turcji do Belgii, co nie jest ani łatwe, ani przyjemne. Nie do końca też wiadomo, jak to zrobić i z której strony jechać. W końcu wybór pada na Bałkany i cała grupa – w eleganckich marynarkach, szpilkach i plikami ważnych dokumentów w rękach – rusza z przerażeniem do domu. Przez bagna, małe miejscowości, rzeki i jeziora, przestrzenie skażone wojną oraz ponurą przeszłością. A także przez oceany rakii, która trzeba będzie po drodze wypić, żeby ruszyć się choć krok do przodu.

Brosens i Woodworth unikają jednak w swoim filmie prostego zderzenia przedstawicieli wyższych sfer z „prawdziwym życiem prawdziwych ludzi”. Oczywiście, także oni rozkoszują się kolorytem rzeczywistości przaśnej i magicznej: konkursami na najlepszy jogurt i syrenim śpiewem lokalnego zespołu tańca. Ale „King of the Belgians” to raczej oda do różności i nawoływanie do zjednoczenia ponad podziałami. Już sama Belgia obrywa w nim za kulturowe różnice wewnątrz państwa, których wymienianie zaczyna się raczej od wad a nie od zalet. A mimo to przedstawiciele obu „nacji” muszą ze sobą współpracować, żeby wrócić do kraju. Druga sprawa, to to, że świta króla nieprzerwanie jest zdana na ludzi, których spotyka po drodze. Na ich uprzejmość, uczynność i gościnność. Bez pieniędzy i paszportów, królewscy rozbitkowie mogą liczyć na własną pomysłowość i zaradność, stale musząc współpracować z ludźmi skrajnie od nich różnymi. I choć raz przynosi to skutki komediowe, innymi razem dramatyczne, ostatecznie wydaje się, że reżyserzy chcą jednak swoim filmem krzyknąć: ludzie nie zwalczajcie się!

W dobie rozpadów i demontażu jedności, „King of the Belgians”, chcąc nie chcąc, staje się kinem refleksji nad współczesnym światem. Owszem, jesteśmy inni, rzeczywistość ma różną prędkość dla różnych narodów, ale rozłam to tylko kłopoty – zwiastują Woodworth i Brosens. Ich głos może się wydawać naiwny lub idealistyczny, jest jednak też w charakterystyczny dla nich sposób magiczny. Komedia przeplata się tu z prawdziwymi demonami przeszłości gaszonymi kolejnymi butelkami rakii, a najważniejsze zdanie w całym filmie wychodzi z ust byłego snajpera. „Chciałbym żyć bez bólu i tylko to mnie interesuje” – pada w „King of the Belgians”. I dzięki niemu wszystko przestaje być takie proste, jakby się wielokrotnie w filmie wydawało, a emigracja wewnętrzna urasta do najlepszej postawy, jaką można reprezentować w rozszalałym świecie. Tym bardziej, że na końcu potwierdza ją sam król dodając, że jego królestwo ma przyszłość, bo on jest królem. Pytanie tylko, czym co ma na myśli, mówiąc o swoim królestwie? Swój kraj czy już tylko swoje własne życie i swoją małą, wewnętrzną ojczyznę? ■

Urszula Lipińska


King of the Belgians│ Director: Peter Brosens, Jessica Woodworth│ Screenplay: Peter Brosens, Jessica Woodworth│ Camera: Ton Peters│ Editing: David Verdurme │ Music: – │ Cast: Peter Van den Begin, Bruno Georis, Lucie Debay│ Producer: Peter Brosens, Jessica Woodworth,  François Touwaide, Arnold Heslenfeld, Frans Van Gestel, Laurette Schillings, Mira Staleva, Stefan Kitanov│ Production Company: A Bo Films / Entre Chien et Loup / Topkapi Films / Art Fest│Country: Belgium / The Netherlands / Bulgaria│ Year: 2016│ Running Time: 94 min.│ International Sales: Be For Films│ Festival: Rotterdam IFF 2017│


 

Written by redakcja