650_2048x1152

La última tierra, dir. Pablo Lamar │„Na początku planowałem zawrzeć w „La ultima tierra” więcej dialogów, ale potem stopniowo zacząłem z nich rezygnować. Chciałem uzyskać efekt filmu „wysuszonego”, zwiędłego, przygaszonego. Tylko w ciszy można było zbudować nastrój odchodzenia, choć należy naznaczyć, że ten film cichy jest tylko pozornie. Jest w nim mnóstwo dźwięków” – mówi Pablo Lamar, autor elegijnego obrazu o mężu, który odprowadza umierającą żonę na tamten świat w długim, pełnym spokoju rytuale.

Kiedy w filmie nie ma dialogów, to dźwięk dyktuje rytm” – kontynuuje reżyser, który twierdzi, że dźwięk zwykle jesteśmy obojętni. „Dźwięk jest dla nas czymś abstrakcyjnym – dużo więcej uwagi skupiamy na obrazie nie tylko dlatego, że jesteśmy w kinie, ale przede wszystkim dlatego, że tak ukształtowała nas kultura. Odbieramy rzeczywistości poprzez obraz i nie słuchamy. W „La ultima tierra” jest tylko jedna scena z dźwiękiem nagranym na planie. Całą resztę stworzyliśmy w studio, zbudowaliśmy od zera. Chciałem w ten sposób nadać filmowi konkretną fakturę” – dodaje Pablo Lamar. Opowieść o fakturze „La ultima tierra” nie bez powodu jest tak obfita i szczegółowa. To film wyrzeźbiony w ciszy, powolny, elegijny i do przesady skupiony na detalu – najmniejszym geście, drgnieniu powieki, rytmie oddechu. Każdy z tych szczegółów buduje atmosferę odchodzenia i zbliżającej się śmierci.

Ona leży nieruchoma – każdy oddech wydaje się być jej ostatnim tchnieniem. On jeszcze się przy niej czule krząta, ale wie, że co ma nadejść jest nieuniknione. „Tak, to też – a może przede wszystkim – film o miłości. Miłość, życie i śmierć są u mnie blisko siebie, bo są blisko siebie w rzeczywistości. Napięcie pomiędzy życiem a śmiercią przepływa za pośrednictwem miłości. Gdyby było inaczej, mąż po prostu pochowałby żonę i żył dalej. A przecież jej odejście ma na niego kluczowy wpływ, nie pozwala mu żyć dalej” – mówi reżyser, który działania męża pokazuje niczym rozbudowany rytuał pożegnania żony, ale i powolnego własnego obumierania. „Pamiętam kiedy umierał mój dziadek. Jego ciało leżało zimne, całe odsłonięte. Najbardziej poraziła mnie jego nieruchomość – nie było w nim żadnej, najmniejszej nawet wibracji. W ludziach, którzy tylko grają śmierć w filmie zawsze tli się jakaś wewnętrzna energia, nawet jeśli leżą bez ruchu. A ja dużo czasu spędziłem, żeby na ekranie wszystkimi środkami wykreować właśnie to wrażenie, że śmierć to ciało bez duszy. Taki obraz jest dla naszej kultury kompletnie abstrakcyjny, bo kino w ogóle o tym nie mówi, a starszy ludzie nie są zbyt częstym widokiem w mediach czy kulturze. Preferujemy raczej pokazywanie ciał plastikowych i nieprawdziwych, nie pokazujemy jakie transformacje ono przechodzi” – kontynuuje Lamar.

Jego powolny film rozgrywa się jakby w innej sferze czasowej. Minuty ciągną się tu leniwie, każda z nich ma swój ciężar. Jak mawiał Frederico Fellini, czas płynie inaczej tylko w trzech momentach życia: gdy kochamy, podróżujemy i umieramy. Ale w filmie Pablo Lamara koncepcja czasowa wydaje się wynikać także z kultury, z której film pochodzi – życie na paragwajskiej wsi toczy się przecież wolniej niż w Nowym Jorku, gdzie minuta mija jakby szybciej. „Myślę, że to jest bardziej związane z różnicą pomiędzy życiem na wsi a życiem w mieście. W tym drugim jest znacznie więcej bodźców, które powodują, że czujemy jakby czas płynął szaleńczo, wręcz uciekał. Mój film opowiada także przede wszystkim o rytuale obchodzenia. A rytuał z zasady kojarzy się z czymś wolniejszym; z czymś, co celebrujemy. Czas wtedy płynie inaczej. Nawet jeśli działaniu rytualnemu poddajemy najzwyklejszą codzienną czynność to wykonujemy ją dokładniej, bardziej pieczołowicie” – dodaje autor „La ultima tierra”.  Podkreśla jednak, że celem filmu nie było stworzenie realistycznej opowieści, a wykreowanie na ekranie nastroju zbliżającej się śmierci, próba uchwycenia tego unikatowego krótkiego momentu, kiedy dusza opuszcza ciało. „Pamiętam jak aktor odtwarzający rolę męża patrzył długo w przestrzeń nie mrugając. Tego nie było w scenariuszu, ale sposób w jaki on wtedy spojrzał przed siebie był niezwykły, niesamowicie mocny i niemożliwy do nazwania. Wyglądało, jakby on naprawdę widział przed swoimi oczyma ostatnie tchnienie życia ulatujące z jego żony” – mówi reżyser. „To według mnie najbardziej mistyczny moment całego filmu”. ■

Urszula Lipińska


La última tierra / The Last Land│ Director: Pablo Lamar │ Screenplay: Pablo Lamar, Ramon del Río Vera Valdez│ Camera: Paolo Girón │ Editing: Felipe Galvez│ Music: -│ Cast: Ramón del Río, Vera Valdez│ Producer: Wiebke Toppel, Pablo Lamar, Dominga Sotomayor, Gabriela Sabaté, Ilse Hughan │ Production Company: Sapukai Cine, 
Fortuna Films│Country: Paraguay / The Netherlands / Chile / Qatar│ Year: 2016│ Running Time: 77 min.│ International Sales: Sapukai Cine │ Festival: Rotterdam IFF 2016 │


Written by redakcja