our_little_sister-1

Our Little Sister, dir. Hirokazu Kore-eda│„Czułem, że powinienem zachowywać się jak dorosły i powinienem być grzeczny – żeby nie przynosić mojej rodzinie więcej kłopotów. Nie chciałem zawieść rodziców. Nie mogłem też zachowywać się jak kapryśny dzieciak, ciągać ich i marudzić, żeby mi coś kupili. Oczywiście, w pewnym momencie dostrzegłem, że różnię się od innych dzieci, ale też nie byłem z tego powodu nieszczęśliwy” – mówi Hirokazu Kore-eda, autor „Our Little Sister”.

„Our Little Sister” to kolejny film o dzieciach, które przyjmują role dorosłych. Co tak fascynuje cię w tym temacie?
Nie wiem czemu to mnie czemu tak interesuje. Może dlatego, że kiedy sam byłem małym dzieckiem starałem się być po prostu dojrzały i odpowiedzialny? Nie byłem typowym dzieckiem, nie byłem podobny do moich rówieśników. Nawet w szkole nauczyciele mówili mi: ty nie przypominasz dziecka. Od kiedy pamiętam, miałem poczucie spoczywającej na mnie dużej odpowiedzialności. Być może stąd wzięła się moja sympatia do tego typu bohaterów? Może się w nich przegladam?

Czy po latach nie miałeś żalu, że ominęło cię dzieciństwo? Nie miałeś poczucia straty?
Nie poczułem nigdy straty, bo nie wiedziałem, że coś stracę. Zawsze byłem przy dorosłości, stało się to w sposób naturalny. Musiałem szybko dorosnąć, bo mój dziadek miał Alzhaimera, ojciec przeżył wojnę a potem dużo pracował, więc ciężar prowadzenia domu spadł automatycznie na barki mojej matki. Ona zajmowała się nami, chorym dziadkiem, pracowała. Czułem, że muszę jej pomóc. Byłem jedynym mężczyną w domu – miałem dwie siostry, tylko więc ja mogłem zastąpić im ojca. Czułem, że przyjmując taką rolę powinienem zachowywać się jak dorosły i powinienem być grzeczny – żeby nie przynosić mojej rodzinie więcej kłopotów. Nie chciałem zawieść moich rodziców. Nie mogłem też zachowywać się jak kapryśny dzieciak, ciągać ich i marudzić, żeby mi coś kupili. Oczywiście, w pewnym momencie dostrzegłem, że różnię się od innych dzieci, ale też nie byłem z tego powodu nieszczęśliwy.

Japońskim domem rządzą kobiety?
Trudno właściwie wychwycić schemat – zależy od rodziny. Zwykle domy prowadzą jednak kobiety, choć zdarzają się takie mocno zarządzane przez mężczyzn. Natomiast w społeczeństwie japońskim wciąż jest duże przyzwolenie na swobodę jeśli chodzi o mężczyzn – ojcowie mogą po prostu wziąć „wakacje” od wychowania dzieci i nie są z tego powodu oceniani negatywnie.

Co przekonało cię do zekranizowania mangi autorstwa Akimi Yoshidy?
Przewijało się w niej wiele tematów obecnych w mojej twórczości: porzucone dzieci, dom pozbawiony rodziców, dzieci próbujące wypełnić rolę matki i ojca. Sachi, najstarsza siostra, rzeczywiście spełnia się w roli matki dla najmłodszej dziewczynki, ale ona w ogóle ma w tej rodzinie kilka ról. Wierzę, że tak też jest w rzeczywistości – konstruujemy siebie i swoją tożsamość na wiele sposobów i w odniesieniu do każdego członka rodziny inaczej. Musimy sprawdzać się jednocześnie w kilku rolach. Z tego powodu tak bardzo lubię robić filmy rodzinne, uważam, że to niezwykle interesujący, głęboki temat i cieszę się, że odnalazłem dla siebie partnera w Akimi Yoshidzie. Nigdy nie czytałem mang, a już zwłaszcza nie myślałem, że zrobię kiedyś na podstawie jednej z nich film. Natomiast w przypadku jej twórczości i szczególnie tego zeszytu pomyślałem, że nie chciałbym zobaczyć jak ekranizuje go jakiś reżyser. Chciałbym po prostu wziąć się za to sam.

Kreując postacie trzech sióstr inspirowałeś się swoimi własnymi siostrami?
Te postacie są trochę inne niż moje siostry, bo na pierwszym planie chciałem przede wszystkim być wierny oryginalnej mandze i respektować charaktery opisanej w niej postaci. Najstarsza siostra jest więc, jak u Akimi Yoshidy, trochę staromodna, ale z klasą. Nie ma w sobie za wiele kobiecości. Sama nie miała dzieciństwa, spełnia się w roli matki dla swoich sióstr, więc w naturalny sposób nie zachowuje się jak typowa nastolatka. Środkowa siostra jest jej zupełnym przeciwieństwem. Gania za chłopakami, jest bardziej sexy i potrafi flirtować. Trzecia powinna być kompletnie inna niż dwie poprzednie, ale kiedy przesłuchiwałem aktorki do zagrania tej roli uświadomiłem sobie, że ona musi być choć trochę do nich podobna. Każda z nich ma odrębny gust, inaczej się ubiera, słucha innej muzyki, jednak wierzę, że w filmie widać między nimi siostrzaną więź. Aktorki zresztą szybko się ze sobą zżyły, co bardzo mnie ucieszyło. W końcu potrzebowałem na planie mieć rodzinę.■

Rozmawiała: Urszula Lipińska


 

Written by redakcja