thumb_4712_film_film_bigIt’s Only the End of the World, dir. Xavier Dolan│Louis wraca do rodzinnego domu po latach nieobecności. Ma dla swoich bliskich wiadomość: wkrótce umrze. Choruje i jego dni są policzone. Właściwie nie wie, czy jego rodzina potrzebuje tej wiedzy. Już od dawna każdy żyje własnym życiem, a życie Louisa to już w ogóle toczy się z daleka od rzeczywistości jego bliskich. Ale mimo wszystko, konwenans, a może potrzeba serca nakazuje, żeby rodzina wiedziała. Trudno zgadnąć czego Louis oczekuje po tej wizycie. Współczucia? Litości? Zrozumienia? Troski? Odrobiny miłości? Pożegnania? Niczego? Wydaje się, że jest świadomy, iż w domu wsparcia nie dostanie – nie tylko dlatego, że po prostu nie wiadomo jak zachować się w obliczu wiadomości o śmierci.

Przykładowo: na jaki kolor pomalować paznokcie na przyjazd syna? A zwłaszcza na przyjazd syna, który chce przekazać rodzinie wiadomość o swojej śmierci? Martine, matka Louisa, musi być przecież gotowa na jego odwiedziny – od właściwej sukienki przez fryzurę po właśnie kolor paznokci. Ostatecznie wybiera niebieski, pasujący do koloru na powiekach. Ostatnie muśniecie lakierem po paznokciach i biegiem do kuchni. Obiad przecież też musi być gotowy. Na resztę gotowym być nie można.

Gdy więc Louis już przyjeżdża okazuje się, że nie dość, że na jego wizytę nie da się przygotować, to nikt nawet nie próbuje udawać, że coś się zmieniło. Każdy jest zajęty sobą, wywleka dawne brudy, zajmuje się błahostkami, albo zabija czas. Codzienność płynie dalej i w tym spotkaniu nie ma nic szczególnego. Kłótnie od lat toczą się o to samo, dyskusje dotyczą jednakowych wątków, wnioski i zgoda – nigdy nie nadchodzą. Martine próbuje spiąć sytuację, pozbierać rodzinę we wspólnocie, ale nie udaje się. Splecenie w jednym uścisku towarzyszy momentom, gdy każdy mówi o czymś innym, a jeden nie słucha drugiego. Niby razem, a jednak osobno. Niby wspólnie, a jednak w samotności.

Ekranowy świat u Dolana zawsze był obudowany pewnym artystycznym nawiasem. Kurz unosił się malowniczo, ruchy bywały zwolnione, a ciasna rzeczywistość kadru stawała się na sekundę szeroką przestrzenią wolności. Nie inaczej jest w „It’s Only the End of the World” – filmie niepozbawionym dolanowskiego stylu, ale wyraźnie pod tym względem przygaszonym. Wszystko idzie tym razem w rodzinną zadumę, coraz bardziej oddalającą się od właściwej Dolanowi histerii. Raczej więcej w nowej fabule kanadyjskiego reżysera bólu, zadumy i refleksji – w większości niewypowiedzianej choć w filmie słów nie brakuje. Brakuje natomiast dialogu. Ludzie się nie słuchają, nie reagują na siebie, nie odnoszą się do swoich spostrzeżeń. Każdy żyje w świecie własnych problemów i nie próbuje nawet wystąpić z tego świata na milimetr. To właśnie Dolan ujął perfekcyjnie: rodzinę, która się kocha, ale z zewnątrz przypomina czasami zbiór przypadkowych jednostek. Chwilami są one w stanie zderzyć się we wspólnej scenie, zaśpiewać piosenkę zapamiętaną ze spędzanych razem wakacji, ale gdy przychodzi skonfrontować się z problemem – wspólnoty nie ma. Z kłopotami każdy jest sam. Tylko mama denerwuje się trochę bardziej. Bo mamy zawsze denerwują się trochę bardziej. ■

Urszula Lipińska


│Artykuł powstał dzięki uprzejmości│

It’s Only the End of the World/ Juste la fin du monde│ Director: Xavier Dolan│ Screenplay: Xavier Dolan │ Camera: André Turpin│ Editing: Xavier Dolan│ Music: Gabriel Yared│ Cast: Gaspard Ulliel, Nathalie Baye, Léa Seydoux│ Producer: Nancy Grant, Xavier Dolan, Sylvain Corbeil, Nathanaël Karmitz, Elisha Karmitz, Michel Merkt│ Production Company: Les Films Séville / Diaphana Films / MK2 Production│Country: Canada / France│ Year: 2016│ Running Time: 95 min. │ International Sales: Séville International│ Festival: Karlovy Vary 2016 │


Written by redakcja