11815_YO10tifYo, dir. Matías Meyer │„Nazywam się Yo i mam piętnaście lat. Przynajmniej tak mówią mi wszyscy dookoła” – twierdzi chłopak wyglądający jak przerośnięty nastolatek, któremu być może po prostu wygodniej było utknąć w tym młodocianym wieku. Choć Yo nie do końca ogarnia świat, nie potrafi kontrolować swojego ciała, myśli i emocji, nie odróżnia dobra od zła, to nie jest człowiekiem całkowicie pozbawionym podstawowych instynktów. Jego myśli zdradzają pewną prowokację, która wydaje się usprawiedliwiać zachowania mogące odstawać od normy, wypowiadane w głowie słowa odkrywają jego zaborczość wobec matki. Osoby, której w jego życiu nieprzerwanie nie ma.

Matka Yo całym dniami pracuje w restauracji i zadaje się z innymi mężczyznami – bojąc się, że utknie na całe życie z synem, nie zaznawszy przyjemności. Yo tych jej facetów w myślach ostro krytykuje i cieszy się, że gdy wreszcie któryś z nich „przestaje z nią sypiać w jednym łóżku”. Sam jednak ma na sumieniu więcej grzechów, szczególnie gdy w jego życiu pojawia się Elisa – dziewczynka, w której Yo się zakochuje – i do której miłości nie potrafi pohamować. Czym wkrótce wywołuje kłopoty, bo rodzice odcinają córkę od chłopaka, a on sam, z rozpaczy kompletnie traci kontrolę nad swoim życiem, wikłając się w relację najpierw z poczciwą prostytutką, potem z transseksualistą.

Każdy z tych związków ma wypełnić Yo pustkę po matce i nauczyć go funkcjonowania bez niej – dzieje się jednak zupełnie odwrotnie. Im dalej chłopak ucieka od domu, tym bardziej zanurza się w surrealistyczny świat zupełnie niezrozumiałych dla niego zjawisk i problemów. To rodzi w nim cichy, niewypowiedziany bunt wynikający z poczucia, że cały świat sprzysiągł się przeciwko niemu, a wkrótce rodzi także reakcję – porywczą, odwetową i tragiczną w konsekwencjach.

Matías Meyer oparł „Yo” o opowiadanie J.M.G. Le Clezio, wtłaczając w nie swoje artystyczne przemyślenia na temat własnej ojczyzny – zdradzone zresztą choćby w jego poprzednim filmie, „Los Ultimos Cristeros”. Yo stał się dla niego symbolem niewystarczającej edukacji w Meksyku, która zostawia w tyle całe pokolenia dzieci i młodzieży, utwierdzając tylko stabilność obecnej, chaotycznej sytuacji w kraju. Yo wie więcej niż zdradza jego zachowanie, ale nie potrafi na to należycie zareagować, walczyć o swoje, stanąć w czyjeś obronie, wyjść z rutyny – przynajmniej dopóki symbolicznie nie opuści domu matki. Jest czuły, mądry, śni prorocze sny, jednak nikt w otoczeniu nie traktuje go poważnie. To najbardziej mści się na nim samym. Yo dorasta i dojrzewa, gdy jest już za późno i społeczeństwo ostatecznie wyklucza go ze swojego kręgu. Wcześniej też robiło to wiele razy, odrzucając go, odcinając go i nigdy nie podejmując trudu wytłumaczenia mu, co zrobił źle.

Meyer tę opowieść o niedopasowaniu kończy zagadkowo i intrygująco, a jednocześnie przejmująco – Yo płaci wysoką cenę za swój błąd. W jakiś sposób wydaje się  wygrywać dysponując umysłem, który potrafi zaklinać rzeczywistość. Łączy się w nim bowiem w końcu ze swoją niedostępną matką, ma spokój, ciszę, otacza go piękno. Promyki słońca zwiastują nowy dzień po długich dniach pełnych mroku nocnych barów i burdeli, w których Yo spędził ostatnie doby. Nie było wcześnie w tym filmie sceny słoneczniejszej niż ta ostatnia, a jednocześnie budzącej większy niepokój swoim przekazem, który zdaje się zaprowadzać w świecie głównego bohatera pozorny porządek, choć w rzeczywistości nastał w nim nieodwracalny chaos. ■

Urszula Lipińska


Yo │ Director: Matías Meyer │ Screenplay: Matías Meyer, Alexandre Auger │ Camera: Gerardo Barroso Alcala │ Editing: Leon Filipe Gonzalez │ Music: Galo Durán │ Cast: Raúl Silva, Elizabeth Mendoza, Ignacio Rojas │ Producer: Julio Bárcenas, Matías Meyer │ Production Company: Luc / La Pelicula / Axolote Cine / Eficine │Country: Mexico / Canada / Switzerland / Dominican Republic │ Year: 2015 │ Running Time: 80 min. │ International Sales: FiGa Films │ Festival: Rotterdam IFF 2016 │


Written by redakcja