1016589-rocks-my-pockets-premiere-karlovy-vary-film-festRocks in my Pocket, reż. Signe Baumane │Dla Signe Baumane debiutancki film stał się zupełnie niechcący formą terapii i oswajania rodzinnych demonów. Pracując nad „Rocks in my Pocket” zrozumiała jak ważna i trudna jest sama chęć konfrontowania się z własną przeszłością i jak wielką sztuką jest umieć do niej podejść z humorem. Zanim jej film stał się kilkuwątkową opowieścią o zwyczajnym szaleństwie, Baumane musiała przebić się przez bariery stwarzane przez jej własną rodzinę, która nie chciała swoją osobistą historią dzielić się ze światem. Uznawała, że powinno to pozostać w sferze sekretu, w czterech ścianach ich domu. „Powiedziałam o pracy nad tym projektem mojej mamie, a ona wygadała wszystko ojcu, bo wiele dramatów dotyczy właśnie jego najbliższych. On wyznał to swoim siostrom i wtedy się zaczęło, bo one strasznie się wkurzyły. Przez cztery lata, w czasie których robiłam ten film, one codziennie do niego dzwoniły i prosiły, żeby ktoś mnie zatrzymał” – mówi Signe Baumane.

Ale zanim do tego doszło, Signe przemierzyła długą drogę we własnym życiu i twórczości. „Kiedy wymyśliłam sobie, że chcę nakręcić pełny metraż zderzyłam się z oczywistym problemem o czym on ma być? W przeszłości zrobiłam dużo krótkich metraży o seksie, bo myślę o nim w każdej sekundzie. Ale co sekundę myślę też o samobójstwie. Postanowiłam więc skupić się na tym drugim” – opowiada o początkach „Rocks in my Pocket” Baumane. „Zaczęłam pisać scenariusz będący osobliwym przewodnikiem po tym jak się zabić. Zamachnąć się na swoje życie można generalnie raz, czasami dwa razy, a przecież są miliardy dróg, żeby to zrobić. Trzeba być selektywnym. Ja sama nigdy nie wskoczyłabym pod metro, bo to wstrzymałoby ruch innych ludzi i byłoby zwyczajnie bezczelne. Nie podcięłabym sobie też nadgarstków, bo nie lubię widoku własnej krwi. Za każdym razem mdleję” – dodaje autorka. „Spacerowałam we własnej głowie przez te wszystkie pomysły i zdałam sobie sprawę, że nie ma w nich filmu. Nie ma historii, postaci, osi wydarzeń. Wtedy stwierdziłam, że napiszę parę stroniczek o mojej rodzinie, bo wiele razem przeszliśmy, razem z samobójstwem i szaleństwem włącznie. I kiedy tylko zaczęłam nie mogłam przestać pisać. Skończyłam dopiero gdy miałam jakieś czterdzieści stron. Stało się dla mnie jasne, że te fragmenty o tym, jak można się zabić są do wyrzucenia. Film będzie opowiadał o mojej rodzinie” – mówi Baumane.

Pomysł był o tyle ryzykowny, że nie wszyscy członkowie wiedzieli o mrocznej karcie w biografii własnej rodziny. Zapamiętali wprawdzie jedną z babć, która zniknęła w tajemniczych okolicznościach, ale nikt nigdy o nią nie pytał. Jakby ze strachu i przeczucia, że kryje się za tym coś, o czym nie wypada mówić głośno. Baumane postanowiła ten strach oswoić – poprzez czarny humor i animację nadać tematowi wymiar terapeutyczny. Sama napisała do filmu narrację, którą czyta spoza kadru, zaznaczając osobisty charakter „Rocks in my Pocket” i swoją obecność w rodzinnych losach. Nie chciała udawać, że rzecz nie dotyczy także jej – i że nie jest szaleństwem własnej familii też w jakiś sposób umorusana. „Nigdy wcześniej nie myślałam, że powinnam taki film nakręcić, bo to rodzinna historia i sekrety, których moim zdaniem nie wypadało tykać. Kocham moich bliskich, nie chciałam ich denerwować. Ale pisałam i w naturalny sposób zaczęłam się od tych tajemnic uwalniać, nie myśląc o konsekwencjach. Jednocześnie nie chciałam wkurzyć mojej rodziny, więc scenariusz napisałam po angielsku, myśląc, że film nigdy nie dojdzie na Łotwę. Gdybym wiedziała, że stanie się inaczej, nigdy w życiu nie zrobiłabym tego filmu” – mówi Baumane, która jednak w pewnym momencie zrozumiała, że jej rodzina rości sobie ekskluzywne prawo do samobójstwa i do depresji. „A przecież go nie ma. Gdybyśmy usiedli i zaczęli ze sobą rozmawiać, pewnie odkrylibyśmy, że wiele rodzin przechodziło przez podobne załamania nerwowe, samobójstwa, choroby umysłowe, szaleństwo. Nie jesteśmy pod tym względem wyjątkowi” – dodaje reżyserka, której film wyróżnia właśnie niezwykła forma i nieco ekshibicjonistyczne podejście do tematu. Takie właśnie Baumane chciała osiągnąć, bo według niej tylko ono jest krokiem do powolnego zdejmowania z tych problemów stygmatu nienormalności. Tylko tak można dostrzec, jak bardzo te rzeczy, które pokazuje w filmie są powszechne. „Nie mówiąc o nich, sami wkładamy sobie do kieszeni te tytułowe kamienie i obciążamy się sekretami na co dzień. A im więcej tych sekretów mamy w kieszeniach, tym szybciej idziemy na dno” – przekonuje autorka.

Fakt, że Signe skonfrontowała się z własnymi demonami przyniósł także przełom w jej rodzinie. Nie był to przełom nieokupiony strachem, bo podczas pokazu filmu na Łotwie, autorka przez cały czas chciała po prostu umrzeć. „Tak bardzo bałam się co powiedzą na niego moi bliscy. Na szczęście pokochali go. Dostrzegli, że może wreszcie powinniśmy o tym porozmawiać. Wróciliśmy do domu, usiedliśmy przy stole i powiedziałam ojcu, że skoro widział film to teraz może mi powiedzieć jak naprawdę umarła jego matka. I wtedy powoli zaczęłam sobie zdawać sprawę, że jeśli on coś chowa przez więcej niż sześćdziesiąt lat i o tym nie mówi, to już nawet do końca sam nie wie, jak doszło do tej śmierci. Może nie będzie też w jego życiu dnia, w którym on odkryje, że jest zdolny o tym mówić. Po tak długim milczeniu tracisz poczucie prawdy” – opowiada reżyserka, której ojciec po pytaniu, jak zmarła jego matka, spojrzał za okno i odpowiedział po namyśle: „Chyba zaraz będzie padać”. ■

Urszula Lipińska


Rocks in my Pocket │ Director: Signe Baumane │ Screenplay: Signe Baumane │ Camera: Signe Baumane │ Editing: Signe Baumane, Wendy Cong Zhao │ Music: Kristian Sensini │ Cast: – │ Producer: Signe Baumane │ Production Company: Signe Baumane Studio / Sturgis Warner │ Country: Latvia / USA │ Year: 2014 │ Running Time: 88 min. │ International Sales: New Europe Film Sales │ Festival: Karlove Vary IFF 2014 │


 

Written by redakcja