Die Frau des Polizisten

The Police Officer’s Wife, reż. Philip Gröning │Od początku wiedziałem, że zrobię film o przemocy, o kobiecie i mężczyźnie, nieskończonej miłości między nimi i miłości rodziców do córki. Wiedziałem, że chcę mieć w nim zwierzęta, ludzi śpiewających do kamery i rozdziały, które zaczynają się oraz kończą – mówi autor „The Police Officer’s Wife”, opowiadającej historię przemocy zamkniętej w czterech ścianach i pięćdziesięciu dziewięciu scenach.

„The Police Officer’s Wife” opowiada o przemocy domowej, ale czy dla ciebie to także film o miłości?
Tak. Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy pomysł na ten film zaświtał mi w głowie. To było dziesięć lat temu. Przez Niemcy przetoczyła się wtedy fala zabójstw dzieci dokonywanych przez ich matki, zbyt zdesperowane i żyjące pod zbyt wielką presją, żeby podołać macierzyństwu. To oczywiście nie jest nic charakterystycznego dla mojej ojczyzny – takie rzeczy dzieją się zarówno w Polsce czy we Włoszech każdego dnia. Jednak przy okazji tamtych, niemieckich wydarzeń przeraziły mnie słowa jednej z tych matek. Stwierdziła ona, że zabiła swoje dziecko, żeby je ocalić od samej siebie. Bardzo mnie wtedy poruszył fakt, że tak okrutny, mroczny pomysł jak morderstwo może być podszyty czułością.

Czy zatem, idąc tym tropem myślenia, ofiarą sytuacji jest zarówno Christine, jak i Uwe?
Kiedy zacząłem pracę nad tym filmem i próbowałem rozgryźć ten temat samemu, szybko zdałem sobie sprawę, że nic o nim nie wiem. Wszystkie moje wyobrażenia i podejrzenia pochodzą z telewizji, są stereotypowym obrazem przemocy domowej, zakodowanym od zawsze w mojej głowie. Żeby się tego pozbyć, musiałem rozpocząć solidny research. Spotkałem się zarówno z kobietami, które były bite, jak i z mężczyznami, którzy bili. Powoli zaczynałem postrzegać ten temat zupełnie inaczej.

Zacznijmy od mężczyzn. Czy to ich wyznania zdjęły z nich w twoich oczach jarzmo oprawców?
To uczyniły raczej rozmowy z kobietami. One zmieniły moje spojrzenie na rolę mężczyzn w tym dramacie, bo dzięki nim odkryłem źródło tej przemocy – umiejscowione zresztą w innym miejscu, niż twierdzi się w telewizji. Dosyć ciężko wytłumaczyć to słowami, ale w filmie widać, że do eksplozji agresji dochodzi nagle, z dnia na dzień. W miarę rozmów z ofiarami takich mężów czy partnerów, stawało się dla mnie coraz bardziej jasne, jak wielkiej presji podlegają mężczyźni. Biją, bo czują się słabi – to oczywiste. Natomiast drążenie tego spostrzeżenia zaprowadziło mnie do odkrycia, że oni są realnie przerażeni życiem, nad którym starają się zapanować i próbują mieć kontrolę. Mężczyźni usiłują wszystko robić dobrze i przez to zatracają gdzieś samych siebie. Chcą funkcjonować jako dobrzy ojcowie, dobrzy mężowie, profesjonaliści w swojej pracy i w każdej z tych ról natrafiają na ogromne oczekiwania stawiane przed nimi. Stają się nerwowi i wtedy zazwyczaj uciekają się do przemocy. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że te dwie rzeczy wiążą się ze sobą i przemoc domowa jest bardziej powodowana osobliwym strachem niż poczuciem władzy.

Kto wytwarza tę presję? Kobiety? Społeczeństwo?
Ani jedno, ani drugie. To presja wewnętrza, która ciśnie mężczyznę i podpowiada mu, że jeśli cokolwiek zrobi on źle, jeśli w którejkolwiek z ról się nie sprawdzi, kobieta, którą kocha zostawi go. Strach dodatkowo potęguje brak przestrzeni do rozwijania samego siebie i ubytek miłości do samego siebie. Ci mężczyźni częściej myślą o tym, że kochają swoją żonę, a w ogóle nie zastanawiają się nad tym, czy kochają siebie. Nie wierzą, że są warci miłości, więc przez cały czas robią rzeczy, za które wreszcie poczuliby się kochani, a nie takie, które robić by chcieli. Pragnienie miłości uczyniło ich słabymi, bo jeśli cały czas adaptujesz się do oczekiwań innych, pragniesz być akceptowanym, nigdy nie będziesz kochany za to, kim jesteś. To źródło zagubienia Uwe.

Fakt, że Uwe jest policjantem ma tu znaczenie? Jest przez to bardziej podatny na używanie przemocy?
Nie sądzę, żeby profesja mojego bohatera jakkolwiek wiązała się z używaniem przez niego przemocy wobec żony. Myślę, że Uwe został policjantem, bo czuł się niespokojny i miał tak wiele niepokojów i strachów, że wybrał zawód, który sytuuje go na poważanym miejscu w społeczeństwie. Bycie policjantem daje mu wrażenie uregulowanego życia, a zarazem możliwość „zaprowadzania porządku w świecie”, ale nie chodzi mu o robienie tego za pośrednictwem przemocy. On jest dobrym człowiekiem. Jest miły, potrafić być delikatny i przyjazny.

Christine też tak sobie to tłumaczy i dlatego od niego nie odchodzi?
Christine go kocha. Pojawiają się między nimi momenty wyjątkowej czułości. Podczas researchu do tego filmu zauważyłem, że do relacji o której opowiadam w filmie dochodzi dosyć powszechnie. W Europie ponad 40 proc. kobiet przeszło przez taki związek, więc jeśli rozejrzysz się dokoła , na pewno w zasięgu wzroku znajdziesz kogoś, kto doświadczył przemocy domowej. To również znaczy, że ponad 40 proc. mężczyzn przynajmniej raz w życiu uderzyło kobietę. Im bardziej związek wypełnia się przemocą, tym mniej para robi, żeby z niego wyjść. Narasta wstyd zarówno ofiary, jak i agresora, więc coraz bardziej para odgradza się od świata, zamyka się we własnym kręgu. Coraz mniej rodziny pozostaje dokoła, coraz mniej przyjaciół, nie ma z kim porozmawiać. W okolicy ich domu robi pusto i cicho, jakby nikt tam nie mieszkał. A przecież wokół są jacyś sąsiedzi, inni ludzie. Kiedy matka pyta Christine jak się czuje, ona odpowiada, że nie ma żadnego problemu, nic się nie dzieje. Za sprawą takich odpowiedzi, ona i Uwe stają się od siebie coraz bardziej zależni i dlatego Christine nie opuszcza męża. Nie opuszcza go także z innego powodu, często wymienianego przez kobiety z którymi rozmawiałem podczas researchu. One uważały, że są jedynymi osobami mogącymi ocalić swoich mężów. One jedyne na świecie są w stanie im pomóc. Niezależnie od tego, co się działo, takie kobiety powtarzały, że ich partnerzy to dobrzy faceci, używana przez nich przemoc to oznaka słabości, której tylko one mogą pomóc im się wyzbyć.

Jak wielką rolę w tym przywiązaniu do partnera odgrywały dzieci? Czy te kobiety zostają przy mężach właśnie dla takich scen wspólnego śpiewu, jakie pokazujesz w filmie.
W tych scenach, każdy członek tej rodziny wydaje się dobrym, wrażliwym człowiekiem, który ma w sobie poezję i miłość. Ja sam podobne rzeczy ze swojego dzieciństwa wspominam szczególnie czuło i zauważyłem, że to niezwykłe momenty nie tylko dla mnie. Ilekroć prosiłem któregoś z aktorów, żeby spojrzał w kamerę i zanucił jakąś piosenkę, dostrzegałem, w jego oczach działo się coś bardzo intymnego, coś, co wnosiło do filmu to zachwianie jednoznacznego oceniania bohaterów.

Dlaczego postanowiłeś ostatecznie umieścić w filmie scenę dosłownej przemocy, mimo, że przez długi czas tak sugestywnie budowałeś w widzu świadomość tego, co dzieje się między bohaterami?
Kiedy rozmyślałem o tym filmie, zastanawiałem się, czy nie umieścić w nim większej ilości obrazów przemocy domowej, ale uczynić je za każdym razem całkowicie zatartymi. Nic nie widzisz, albo widzisz bardzo mało z tego, co dzieje się na ekranie. Jednak potem, w trakcie montażu, kiedy już rozbiłem fabułę na rozdziały i nagle wszystkie sceny zostały zredukowane do krótkich fragmentów poprzecinanych czarnymi kwadratami oznaczającymi początki i końce rozdziałów, okazało się jasne, że to za wiele. Scena dosłownej przemocy w sposób naturalny rozwija historię tej rodziny, z każdym fragmentem coraz bliżej podchodzimy do tej rodziny, coraz mniej jesteśmy jedynie ukradkowymi podglądaczami, a coraz bardziej obserwatorami ich tragedii. A jednocześnie, rozbicie fabuły na rozdziały cały czas przypomina ci, że jesteś tylko biernym obserwatorem.

Co było pierwsze: historia czy pomysł na to, jak chcesz ją opowiedzieć?
Obie te rzeczy pojawiły się w jednym momencie. Od początku wiedziałem, że zrobię film o przemocy, o kobiecie i mężczyźnie, nieskończonej miłości między nimi i miłości rodziców do córki. Wiedziałem, że chcę mieć w nim zwierzęta, ludzi śpiewających do kamery i rozdziały, które zaczynają się oraz kończą. Potem na planie pojawiło się czteroletnie dziecko i trzeba było wymyślić jak z nim pracować, skoro ono nie może powtórzyć żadnych ujęć. Kręciliśmy więc na wiele kamer w jednym czasie, zasadniczo rozwijając już tę ostateczną formę filmu na planie. Kiedy wyobrażałem sobie „The Police Officer’s Wife” wcześniej, wydawało mi się, że będzie ona mniej klaustrofobiczna. Potem jednak montaż zaczął zmierzać w kierunku konstruowania coraz krótszych scen, w efekcie ułożywszy się finalny kształt filmu.

Ten zabieg zmusza widza do poddania się innemu upływowi czasu. Uważasz, że to największe osiągnięcie reżysera, jeśli uda mu się oderwać publiczność od rzeczywistości i zaprosić ją do świata, w którym czas płynie inaczej?
Oczywiście, możesz zrobić film w bardzo konwencjonalny sposób po prostu podążając za bohaterami, ale zgodzę się z tobą, że sposób układania czasu w filmie to najgłębszy środek jaki my, reżyserzy, mamy obecnie do dyspozycji. Możemy zmienić poczucie czasu widza i to nasze największe osiągnięcie, a jednocześnie najtrudniejsze do zrealizowania zadanie. Łatwo w tym temacie o porażkę.

Pracuję teraz nad nowym filmem, w którym niepodobne do siebie bliźniaki, brat i siostra, przygotowują się do egzaminu z filozofii. Zastanawiają się wówczas czym jest czas, jaka jest jego natura, co ma wpływ na jego postrzeganie przez ludzi. To ich ostatnie wspólne chwile przed rozłąką: jedno z nich jedzie do Paryża, drugie zostaje w domu. Ten film będzie zanurzony w atmosferze snu, wypełniony teoriami i dyskusjami bohaterów, z których każdy doświadcza innego upływu czasu. Dodatkowo, poczucie ich oderwania potęguje fakt, że wszystko zamyka się w jednej lokalizacji – akcja dzieje się stacji benzynowej, którą zbudowaliśmy na potrzeby filmu. Wcześniej, przeszukaliśmy całe Niemcy, żeby znaleźć stację wokół której nie byłoby żadnego domu i nic innego dookoła. Chciałem mieć taką westernową scenerię. Zależało mi, żeby to była taka przestrzeń z której w którymkolwiek kierunku nie spojrzysz, przed oczami rozpościerała się jedynie pustka oraz jedna, samotna, bardzo długa droga. Żeby za horyzontem nie było nic widać.■

Rozmawiała: Urszula Lipińska


Written by redakcja