534-mimosasMimosas, dir. Oliver Laxe│„Każdy reżyser ma duszę i serce. Ciężko jest je ukryć, kiedy robisz film. Oczywiście mogę w fabułę wstawić punków. Ale oni zawsze będą mieli dusze księży, którzy szukają w świecie spirytualności. Bo ja sam jej szukam” – mówi Oliver Laxe, twórca „Mimosas”, za które otrzymał główną nagrodę sekcji Semaine de la Critique na tegorocznym festiwalu filmowym w Cannes.

„Dziwny, brutalny, prymitywny, tajemniczy, kobiecy. Bardzo osobisty” – tak swój film określa sam reżyser. Chciał, żeby „Mimosas” przychodziło do widza z daleka. „Ze świata osobnego i niezależnego, absolutnie mojego i wolnego. Pier Paolo Pasolini miał po nakręceniu każdego ze swoich filmów tylko jedną obawę: nie wiedział, czy stworzył coś wystarczająco wolnego. Ja sam nie wiem czy jestem wystarczająco wolny, ale chciałbym, żeby widz miał poczucie, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby do tej wolności się zbliżyć” – przekonuje Oliver Laxe. Jego film to opowieść o kilku śmiałkach, którym wydaje się, że są silniejsi niż Bóg i natura. Transportują przez góry ciało zmarłego szejka, ale w pewnym momencie gniewne, nieprzyjazne otoczenie mówi im: stop. Rzuca im pod nogi kolejne kłody, powoduje, że gubią, plącze im tropy, a nawet – mąci ich poczucie czasu. Nie wiadomo co jest snem a co jawą, co prawdą, a co dziwnym majakiem. Im głębiej zapuszczają się w marokańskie stepy, tym mniej czują grunt pod nogami. Coraz częściej spotykają ich za to surrealistyczne wydarzenia, oddalające ich od celu wędrówki. Zresztą, jaki był cel – tego nikt już w pewnym momencie nie pamięta.

Marokańskie plenery przeszkody stawiały nie tylko przed filmowymi postaciami. Stawiały je przede wszystkim przed samą ekipą. Reżyser mieszkał wcześniej w tym miejscu cztery lata, znał teren i ludzi, ale praca nad filmem pokazała mu, że tutejsza natura nie da się okiełznać tak łatwo. „Najbardziej ekscytujące sceny w kinie to dla mnie te, które przenoszą energię przestrzeni i potrafią złapać ducha konkretnego miejsca. Odbyłem długą podróż, żeby te tereny pozwoliły nam kręcić i odsłoniły przed nami swoje piękno i najpiękniejsze owoce. A jak wiadomo najpiękniejsze owoce są zawsze na szczycie drzewa. Trzeba się po nie wspiąć, czyli ponieść ryzyko. Można spaść. W kinie tak samo jak w życiu, na prezenty trzeba zasłużyć. Czasami największą nagrodą jest porażka. Kręcąc ten film miałem cały czas poczucie, że spadamy i toniemy. Dostawałem kopa za kopem i czułem, że na to zasłużyłem – bo wpadłem na pomysł robienia filmu w tym miejscu. Musiałem zrozumieć i zaakceptować, że porażka pozwoli mi urosnąć i na końcu to ona pomogła mi zrobić ten film” – opowiada Oliver Laxe.

Mistyczne, niewdzięczne marokańskie plenery reżyser splótł z opowieścią o podróży w głąb duchowości – a także w głąb siebie i świata własnych wartości. Przygotowując się do filmu Laxe przestudiował korzenie wielu religii świata i – jak mówi – postanowił stworzyć na ekranie „religijny western”. „Kino coraz mniej przypomina świątynię i miejsce, w którym możemy dowiedzieć się czegoś więcej o tym, kim jesteśmy. Korzenie mojej duchowej edukacji tkwią w sztuce i ja tak widzę jej rolę – obrazy powinny być powoływane do życia w relacji z nieśmiertelnością i wiecznością. W moim filmie funkcjonują obok siebie dwa światy: cielesny i duchowy. Pracując nad „Mimosas” zrobiłem ogromny intelektualny research, ale kiedy pisałem scenariusz i kręciłem film moim głównym celem było osiągnięcie pewnej duchowości. Chciałem stworzyć opowieść mistyczną, pozbawioną kontaktu z logiką i sensem” – tłumaczy reżyser.

Praca nad „Mimosas” była dla Laxe’a niezwykle bogatym doświadczeniem także z innego powodu. Z jednej strony kręcił swój film, z drugiej – grał w filmie innego reżysera, Bena Riversa. To właśnie na planie „Mimosas” powstała pierwsza, dokumentalistyczna część „Niebo drży, ziemia boi się, a oczy nie są braćmi”. „Byłem podekscytowany tym eksperymentem, choć decyzja udziału w nim nie była dla mnie łatwa. Filmowcowi wydaje się, że jest właścicielem aktorów, plenerów i emocji. Mając innego reżysera na planie musiałem zrozumieć, że nic na nim nie jest moje i zaakceptować, że Ben ma więcej wolności niż ja. Trudno mi było dzielić się z nim pięknem, które miałem przed oczami. Byłem egoistą. Walczyłem ze sobą. I jestem szczęśliwy, że udało mi się szczodrze podzielić z nim swoimi sukcesami i porażkami” – mówi Oliver Laxe. „Prawdziwe kino powstaje zresztą moim zdaniem z przeszkód wyrastających po drodze. To podczas ich pokonywania rodzą się w filmach magiczne momenty” – dodaje. ■

Urszula Lipińska


│Artykuł powstał dzięki uprzejmości│

kviff_logo

Mimosas │ Director: Oliver Laxe│ Screenplay: Oliver Laxe, Santiago Fillol │ Camera: Mauro Herce│ Editing: Cristóbal Fernández│ Music: -│ Cast: Ahmed Hammoud, Shakib Ben Omar, Saïd Aagli│ Producer: Felipe Lage Coro│ Production Company: Zeitun Films / La Prod / Rouge International│Country: Spain / Morocco / France / Qatar│ Year: 2016│ Running Time: 93 min.│ International Sales: LUXBOX│ Festival: Karlovy Vary IFF 2016│


Written by redakcja