Beksińskis. A Sound and Picture Album, dir. Marcin Borchardt│„Na co dzień wszyscy siedzimy w celi śmierci” – mówi na jednym z nagrań Zdzisław Beksiński. On umiał żyć z tą myślą i – i jak twierdził – potrafił żyć z depresją. Jego syn – nie. Tomek był śmiercią opętany, kilkakrotnie próbował popełnić samobójstwo, miał wstręt do życia. Dokument Marcina Borchardta pokazuje ich niczym dwie strony tego samego medalu, a jednocześnie ludzi będących swoim lustrzanym odbiciem.

O Beksińskich coraz ciężej powiedzieć coś nowego i odkrywczego. Z jednej strony powstał już film Jana P. Matuszyńskiego i książka Magdaleny Grzebałkowskiej. Z drugiej – sam Zdzisław zostawił po sobie setki nakręconych materiałów wobec których nie można pozostać obojętnym. Matuszyński odtworzył ich zawartość w fabule, Borchardt – użył ich do utkania filmu, który sam nazywa „portretem podwójnym”.

W istocie, „Beksińscy. Album Wideofoniczny” to przede wszystkim opowieść o Zdzisławie w kontekście Tomka. Albo o Tomku w kontekście Zdzisława. Reżyser wielokrotnie zderza ich różne poglądy na te same sprawy, pokazując osobowości zaskakująco od siebie różne, a jednocześnie – przeraźliwie do siebie podobne. Zarówno Zdzisław, jak i Tomek fascynowali się w tym, co robili śmiercią, mrokiem i odchodzeniem. Jedną nogą zawsze byli „po ciemnej stronie mocy”. Zdzisław potrafi tę fascynację w sobie udobruchać. Umiał przetworzyć ją w sztukę, pozostać wobec niej obserwatorem z dystansu. Tomek wręcz przeciwnie. Przyjął pozycję prowokatora rozwieszającego klepsydry obwieszczające jego własną śmierć po mieście i przyglądającego się reakcji ludzi. Igrał ze śmiercią, pielęgnował w sobie niechęć do jasnej strony życia i odcinał się od społeczeństwa. Na jednym z nagrań Zdzisław mówi do syna wprost: „Myślisz cały czas o śmierci, bo nie znajdujesz na świecie nic co by cię pociągało i interesowało”. I to zdanie pozostaje w głowie już do końca filmu, niczym jego motto, ale i być może mistrzowska pomyłka w ocenie własnego syna. Może było wręcz przeciwnie? Może Tomek obsesyjnie myślał właśnie o tym, co go pociągało i interesowało, skradając się do tego najbliżej jak tylko mógł?

Mimo ogromu materiału, Borchardtowi udało się wybrnąć z opowieści o Beksińskich w sposób interesujący. Nadał swojemu filmowi ramy zainteresowań i stworzył film spójny, w główną oś historii wplatający ciekawe dygresje. Te dygresje to cały koloryt życia Beksińskich. Ich wspólnie spożywane posiłki, kłótnie, rozmowy na tematy błahe i nieważne, wycieczki po zakamarkach ich domów. Te szczegóły wciąż mają moc, czasem odciążając – a czasem wręcz przeciwnie, obciążąjąc dodatkowo – nieszablonową historię tej rodziny. „Beksińscy. Album Wideofoniczny” w naturalny sposób ma też pewną przewagę nad „Ostatnią rodziną” leżącą mniej więcej w tym samym miejscu, gdzie leży przewaga życia nad filmem. To, w co na ekranie czasami ciężko uwierzyć, potrafi zdarzyć się w życiu – i choć będzie wyglądało dziwnie i niewiarygodnie, nikt nie odmówi temu autentyczności.■

Urszula Lipińska


│Artykuł powstał dzięki uprzejmości│

Beksińskis. A Sound and Picture Album / Beksińscy. Album Wideofoniczny│ Director: Marcin Borchardt│ Screenplay: Marcin Borchardt│ Camera: -│ Editing: Dominik Jagodziński │ Music: Marcin Dymiter│ Cast: -│ Producer: Dariusz Dikti │ Production Company: Darek Dikti Biuro Pomysłów│Country: Poland│ Year: 2017 │ Running Time: 80 min.│ International Sales: -│ Festival: Festiwal Krytyków Sztuki Filmowej Kamera Akcja 2017│Distribution: Darek Dikti Biuro Pomysłów │


Written by redakcja